Archiwum kategorii: Psychologia i wiara

Dzieci zimnego chowu

dzieci zimnego chowu (fot. cs)

Kto cię w dzieciństwie przytulał? Czy mogłaś/mogłeś wyrażać w domu swoje oczekiwania i emocje? Czy umiesz prosić o pomoc? – oto pytania kontrolne, które mogą nam pomóc zdiagnozować ważny problem.

Niedobór witaminy M

Po II wojnie światowej władze państwowe Wielkiej Brytanii zapragnęły zapewnić opiekę najmłodszym sierotom wojennym. Zorganizowano więc coś na kształt luksusowego żłobka, w których zapewniano najwyższej klasy opiekę pielęgniarską. Więcej.

Psychologia św. Pawła…

sw_pawel

Tak bowiem jest: kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg.

(2 Kor 9, 6-7)

Święty Paweł był genialnym psychologiem. W swoim tekście najpierw pokazuje, że efekty naszej pracy zależą od naszych zamierzeń (w zależności od tego czy są ambitne czy nie) i zaangażowania.

Zaraz potem idzie jednak wgłąb ludzkiej psychiki i przestrzega nas, aby cele, jakie sobie stawiamy, nie wynikały jedynie z jakiegoś wewnętrznego przymusu czy zewnętrznej presji, ale z wolności serca, którą zapragniemy przełożyć na czyn (jakby powiedział ks. prof. Józef Tichner, który tak właśnie definiował pracę). Tylko wtedy, kiedy w naszym życiu będziemy potrafili zachować odpowiednią proporcję między „chcę” a „muszę”, będziemy potrafili czerpać z niego prawdziwą satysfakcję. W przeciwnym razie nasze życie będziemy postrzegać albo jako bezowocny kierat, albo z powodu lenistwa i gnuśności będzie ono przepełnione pustką i nudą. Radosnego dawcę miłuje Bóg – pisze św. Paweł i to już jest konkluzja teologiczna jego rozważań.

Victor E. Frankl o sensie życia…

 

Lekcja Victora E. Frankla

Crico 026 (fot. cs) Obiekt ze spektaklu Tadeusza Kantora, Cricoteka, Kraków.

Czytam książkę Victora E. Frankla, wybitnego psychiatry i twórcy logoterapii, który wniósł do psychoterapii element duchowych poszukiwań. Książka nosi tytuł Człowiek w poszukiwaniu sensu i co rusz natrafiam w niej na perełki.

Np.: „To w jaki sposób człowiek akceptuje swoje przeznaczenie i cierpienie, jakie ono z sobą niesie, to, w jaki sposób bierze na barki swój krzyż, może być dla niego – nawet w najtrudniejszych chwilach – wyjątkową okazją do pogłębienia sensu własnego życia. Może bowiem wbrew wszystkiemu zachować odwagę i bezinteresowność albo walcząc zaciekle o przetrwanie, zapomnieć o swojej ludzkiej godności i zniżyć się do poziomu zwierzęcia. Człowiek może zatem wykorzystać szansę, jaką daje mu życie i wzrastać moralnie na przekór temu, co się z nim dzieje, ale też może ją odrzucić. Jego decyzja świadczy zaś o tym, czy jest godny swojego cierpienia, czy też nie” (s.111).

Jeśli uświadomimy sobie, że słów tych nie pisze jakiś życiowy teoretyk, który nazbyt chętny jest do pouczania innych i narzucania im własnego punktu widzenia zza bezpiecznego biurka, ale były więzień Auschwitz i innych obozów koncentracyjnych, który w piekle zgotowanym przez nazistów potrafił ocalić swoją godność, jego refleksje nabierają szczególnej ostrości i wiarygodności.

Wbrew pozorom nie utraciły one wcale swojej aktualności, mimo że dziś na szczęście nie dymią już kominy krematoriów. Cierpienia i wyzwania, jakie stają przed każdym człowiekiem, pomimo rozwoju cywilizacyjnego nadal często są nieuniknione. I od nas zależy, czy będziemy potrafili z odwagą podejmować je jako nasze życiowe zadanie, czy też nie.

frankl

Victor E. Frankl, Człowiek w poszukiwaniu sensu, przeł. A. Wolnicka, Wydawnictwo Czarna Owca, Kraków 2015.

Na Dzień Ojca…

DSCF3395 (fot. cs)

Poproszono mnie o napisanie artykułu o męskości. Tekst zaczyna się tak:

„Na szczycie góry dwóch mężczyzn siłuje się na rękę. – Może się spróbujemy? – pyta zwycięzca przewodnika w góralskim kapeluszu, który stoi obok. Ten kręci przecząco głową. Nie ma czasu na taką chłopięcą rywalizację. – Czas wracać! – dodaje przy tym, bo bacznie obserwuje zmiany pogodowe, a jest przecież odpowiedzialny za grupę, którą prowadzi.

Kiedy potem ten sam turysta w deszczu przez nieuwagę osuwa się w przepaść, przewodnik błyskawicznie, bez wahania w ostatniej chwili chwyta jego dłoń. Dopiero teraz, kiedy jest rzeczywista potrzeba i nie jest to związane, z szukaniem potwierdzenia siebie ani z czczymi przechwałkami, pokazuje swoją siłę i tym zjednuje sobie szacunek reszty.

Ten prosty scenariusz reklamy piwa odwołuje się do odwiecznej tęsknoty za męskością, która jest powściągliwa, rozważna i opiekuńcza, a nie pełna pustych przechwałek, chłopięcej potrzeby rywalizacji lub gadżetów, które mają podkreślić, że mężczyzna jest coś wart.

Gdzie szukać dojrzałej męskości w świecie, w którym coraz więcej jest chłopców a coraz mniej mężczyzn? Z perspektywy gabinetu psychoterapeutycznego widać, jak wielu i to nie tylko młodych ludzi nosi w sobie tego typu deficyty. U ich źródeł niejednokrotnie leży problem relacji z własnym ojcem, który nie potrafił wyposażyć syna w zdrową pewność siebie.”

Reszta w lipcwym numerze „La Salette”.

Potencjał zaakceptowania siebie

0512-leopold_1  (fot. brewiarz.pl)

Napisałem artykuł o św. Leopoldzie Mandiciu, patronie Roku Miłosierdzia.

Najbardziej uderzyło mnie w tej postaci to, że na pierwszy rzut oka wydawało się, iż wszystko w jego życiu będzie nieudane. Miał zaledwie 134 cm wzrostu i dla zakonnika, nawet takiego, który wstąpił do Braci Mniejszych Kapucynów, wydaje się to ogromnym ograniczeniem.

Poza tym seplenił i to dyskwalifikowało go jako kaznodzieję.

Chciał być misjonarzem w rodzinnej Dalmacji, ale kiedy przełożeni z jego prowicji zadośćuczynili jego prośbom, okazało się, że po trzech latach musieli odwołać go z powodu braku odpowiednich dyspozycji.

Znowu życiowa porażka. Stąd w wieku czterdziestu kilku lat sam stwierdził, że „jest do niczego”.

Paradoksalnie spowodowało to, że przestał wreszcie napinać duchowe muskuły, porzucił myśl kreowania się na kogoś innego i pozwolił sobie pozostać zaledwie tym, kim jest. Zaakceptował siebie ze wszystkimi swoimi ograniczeniami i to okazało się jego największym duchowym potencjałem.

To z tego powodu setki, tysiące ludzi zaczęło ciągnąć do niego do spowiedzi. Tylko ten bowiem, kto potrafi zaakceptować siebie ze swoimi ograniczeniami, będzie mógł też zaakceptować drugiego człowieka z jego słabościami. A akceptacja i zrozumienie są w naszym świecie towarem najbardziej deficytowym. I tak naprawdę w dużej mierze tego oczekują zarówno penitenci od spowiednika, jak i pacjenci od psychoterapeuty.

Rain Man wśród nas…

rain man

Chyba pierwszym filmem nt. autyzmu, jako widziałem, był „Rain Man” z rewelacyjną rolą Dustina Hoffmana. Tu postać grana przez Toma Cruise’a postanawia zaopiekować się nieznanym dotąd bratem, aby móc cieszyć się odziedziczoną fortuną.

Był też obraz sensacyjny „Kod Merkury”, w którym autystyczny chłopiec łamie kod, na który służby specjalne wydały miliony dolarów i teraz jest w niebezpieczeństwie. W jego obronie staje natomiast dzielny Bruce Willis, który musi nie tylko wytężyć muskuły i zastosować odpowiednią policyjną strategię, ale też nauczyć się nawiązać komunikację z chłopcem, który jest podwójnie zagrożony w kontakcie z niezrozumiałym światem…

Temat autyzmu wciąż pozostaje aktualny. Często już bez milionów dolarów w tle ani bez konfrontacji z tajnymi służbami, ale w zwykłym codziennym zmaganiu z prozaicznymi trudnościami i ludzkim brakiem wrażliwości. Dlatego powstał tekst „Mali giganci”, który zamieściłem na portalu Apostolstwa Chorych.

Na Dzień Kobiet

katedraRodin, Katedra

Parę miesięcy temu poproszono mnie o napisanie artykułu do rocznika „Itinera Spiritualia”. Powstał tekst „Płeć a chrześcijańskie życie duchowe”, którego streszczenie zamieszczam poniżej. Niech będzie ono podziękowaniem dla wszystkich kobiet, dzięki którym jestem, kim jestem.

„Kwestia wpływu zróżnicowania płciowego człowieka na życie duchowe nie jest zbyt szeroko opisane w duchowości chrześcijańskiej. Jest to luka, którą tym bardziej trzeba wypełnić, że niektóre dzisiejsze badania genderowe zdają się odchodzić od podkreślania różnic płciowych na rzecz ukazywania kulturowych możliwości ich zacierania czy też równoważenia.
W historii religii i filozofii wątki kobiecości i męskości pojawiały się np. w chińskim taoizmie, a i w Starym Testamencie można je odnaleźć badając obraz Boga-Jahwe, który choć był nazywany Ojcem, to jednak szereg tekstów biblijnych ukazuje również Jego wymiar macierzyński. Szczególnie wskazuje na to pojęcie miłosierdzia Bożego, które w języku hebrajskim zawiera zarówno perspektywę męską: hesed jako dochowanie wcześniejszych zobowiązań, jak i kobiecą: rachamim – bliższą matczynej miłości bezinteresownej, która pochyla się nad dzieckiem nie ze względu na jego zasługi, ale słabość i bezradność.
Na gruncie chrześcijańskim również cele życia duchowego, jakim jest świętość i doskonałość można ująć z perspektywy męskiej i kobiecej. Pierwsza zgodnie z ujęciem biblijnym oznacza przede wszystkim przynależność do Boga, bliską więź, z którą wiąże się przyjęcie daru prowadzącego do przebóstwienia. Z kolei druga jest bardziej zadaniowa i moralna, i stanowi zobowiązanie oraz praktyczną odpowiedź na dar miłości. Można powiedzieć, że pierwsza jest bardziej relacyjna, a więc i kobieca, a druga z większym natężeniem męska, bo odwołuje się do sprawności moralnej.
Właściwe życie duchowe winno zawierać swoistą równowagę między tymi dwoma pierwiastkami. Wyraża się ona zarówno w zrównoważonym wymiarze ascetycznym (prowadzącym o doskonałości), jak i mistycznym (nakierowanym na szczególną bliskość ze Świętym) życia duchowego. Wprawdzie dawniej wielu autorów początek rozwoju życia duchowego widziało w podjęciu wysiłków ascetycznych, a mistykę opisywano, jako pewien efekt oczyszczenia, dziś jednak częściej elementy mistyczne widzi się już na początku drogi, bo to bliskość z misterium Chrystusa jest właściwym źródłem i siłą wszelkich duchowych wysiłków chrześcijanina.
Swoisty przyczynek do opisu rozwoju człowieczeństwa na gruncie psychologicznym wniósł Karl Gustaw Jung, który dojrzałość człowieka w wieku średnim opisywał jako umiejętność zrównoważenia w sobie zarówno pierwiastka męskiego, jak i kobiecego. Mimo, że autor ten w swoich badaniach nie rozwija zbytnio wątku duchowości chrześcijańskiej, jednak jego refleksje antropologiczne mogą stanowić ciekawe uzupełnienie i inspirację dla analizy męskości i kobiecości również dla tej duchowości”.

Jak pomóc młodym?

mleczeps (fot. cs)

Udzieliłem wywiadu dla „Niedzieli Małopolskiej”.

Agnieszka Konik-Korn pyta w nim: – Czy jest jakiś przepis na to, by w przekazywaniu młodym ludziom wartościowych treści o małżeństwie nie wpaść w umoralniające pogadanki, których nikt nie chce słuchać?

A ja odpowiadam: – W przekazie wartości zawsze najważniejsze jest świadectwo życia. Już Paweł VI powiedział, że współczesny świat woli słuchać świadków niż nauczycieli. Podobnie jest z nauczaniem dotyczącym małżeństwa.
Młody człowiek zanim pójdzie w świat, najpierw od najmłodszych lat obserwuje, co łączy jego rodziców. Jeśli w ich relacjach widzi miłość, wrażliwość, delikatność, gotowość do poświęcenia, ma gotowy wzór. Jeśli natomiast w domu są kłótnie, ciągła walka, brak poczucia bezpieczeństwa, z jakimi wzorcami wejdzie w dorosłe życie?
Kiedy pracuję z parami w kryzysie, często sięgamy do opisu wzorców relacji małżeńskich, jakie wynieśli z domu. Nieraz wręcz uderzające jest to, jak pewne generacyjne przekazy powtarzają się i jak wiele pracy trzeba włożyć, aby nadać swojemu małżeństwu nowy, lepszy kształt…
Nie znaczy to jednak, że samo świadectwo wystarczy. Oprócz tego potrzeba pewnej całościowej wizji małżeństwa, która zawiera tak wymiar fizyczny, emocjonalny, jak i duchowy.
Mistrzem w tej dziedzinie był niewątpliwie Karol Wojtyła a jego książka „Miłość i odpowiedzialność”, choć niełatwa, może być cenną inspiracją także dla ludzi młodych. Przyznam, że z niej korzystałem, głosząc konferencje nawet dla licealistów i widać było zainteresowanie…

Reszta w przyszłotygodniowym numerze… Zapraszam do lektury od przyszłej środy :)