W naszej kulturze słowo „matka” jest otaczane swoistym kultem. W świetle macierzyńskiego etosu bycie „dobrą matką” jest niejako obowiązkiem każdej kobiety decydującej się na małżeństwo i rodzicielstwo. Rzadko jednak możemy zobaczyć, jak niełatwa bywa droga kobiety do zrozumienia i przyjęcia tego powołania.
Poproszono mnie o napisanie artykułu o macierzyństwie. Trudna sprawa, bo co tak naprawdę mężczyzna może o tym wiedzieć. Wprawdzie niemal każdy człowiek (wyłączając rzadkie losowe wypadki) spotyka się z macierzyństwem przez bezpośredni kontakt z własną matką, ale to może nie być wystarczające. Jeśli ten kontakt był dobry (a w wielu przypadkach tak jest), pozostaje wspomnienie bezinteresownej miłości, matczynego ciepła, opieki. Poczucie wdzięczności za wszystko, co otrzymaliśmy, pojawia się z kolei wtedy, kiedy dociera do nas świadomość, że wszystko to było darem. Dziecko ma jednak często poczucie, że matczyna miłość, opieka i zaangażowanie właściwie z założenia mu się należą, tylko dlatego, że jest dzieckiem. W pewnym sensie ma rację, bo sytuacja, w której dziecko musiałoby zasługiwać na miłość matki, byłaby w jakiś sposób destrukcyjna, a nawet patologiczna. Rzadko kiedy możemy jednak mieć wgląd w to, jak skomplikowany proces duchowy musi przejść kobieta, aby stać się matką. Nieraz spłyca się tę tematykę mówiąc o instynkcie macierzyńskim, jako o mechanizmie biologiczno-emocjonalnym, który jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ma załatwić wszystko. Tak jednak nie jest, a najlepiej potrafi o tym opowiedzieć kobieta, która sama ten proces przeszła i chce się podzielić swoim świadectwem.


(fot. cs)
(
(fot. cs)
(fot. cs)
(fot. cs)
(fot. cs)

