Miesięczne archiwum: Maj 2016

Potencjał zaakceptowania siebie

0512-leopold_1  (fot. brewiarz.pl)

Napisałem artykuł o św. Leopoldzie Mandiciu, patronie Roku Miłosierdzia.

Najbardziej uderzyło mnie w tej postaci to, że na pierwszy rzut oka wydawało się, iż wszystko w jego życiu będzie nieudane. Miał zaledwie 134 cm wzrostu i dla zakonnika, nawet takiego, który wstąpił do Braci Mniejszych Kapucynów, wydaje się to ogromnym ograniczeniem.

Poza tym seplenił i to dyskwalifikowało go jako kaznodzieję.

Chciał być misjonarzem w rodzinnej Dalmacji, ale kiedy przełożeni z jego prowicji zadośćuczynili jego prośbom, okazało się, że po trzech latach musieli odwołać go z powodu braku odpowiednich dyspozycji.

Znowu życiowa porażka. Stąd w wieku czterdziestu kilku lat sam stwierdził, że „jest do niczego”.

Paradoksalnie spowodowało to, że przestał wreszcie napinać duchowe muskuły, porzucił myśl kreowania się na kogoś innego i pozwolił sobie pozostać zaledwie tym, kim jest. Zaakceptował siebie ze wszystkimi swoimi ograniczeniami i to okazało się jego największym duchowym potencjałem.

To z tego powodu setki, tysiące ludzi zaczęło ciągnąć do niego do spowiedzi. Tylko ten bowiem, kto potrafi zaakceptować siebie ze swoimi ograniczeniami, będzie mógł też zaakceptować drugiego człowieka z jego słabościami. A akceptacja i zrozumienie są w naszym świecie towarem najbardziej deficytowym. I tak naprawdę w dużej mierze tego oczekują zarówno penitenci od spowiednika, jak i pacjenci od psychoterapeuty.