Poproszono mnie o napisanie artykułu nt. kryzysów. Początek wygląda następująco:
„Życie człowieka można porównać do płynącej rzeki, która nieraz niepowstrzymana pędzi stromym górskim korytem, a innym razem napotyka na różnorakie przeszkody, które zmieniają jej kształt w niemal zatęchłe, stojące bajoro.
Zwykle dla nas najbardziej pożądany jest pierwszy obraz życia, kiedy wszystko się układa, sukces goni sukces i za każdym zakrętem pojawiają się coraz to nowe atrakcyjne widoki. Kiedy natomiast staje przed nami jakaś przeszkoda, która dalece spowalnia bieg, mamy poczucie bólu i frustracji, i chcielibyśmy jak najszybciej móc dalej ruszyć bystrym nurtem.
Nie każdy jednak wie, że dla życia duchowego okresy zderzania się z przeszkodami są równie ważne, jak czas prosperity. Może nawet te momenty są najbardziej decydujące, bo wtedy możemy w największym stopniu kształtować nasze serce i wówczas najmocniej następuje weryfikacja wartości, którymi chcemy żyć. Łatwo bowiem czynić dobro, kiedy jednocześnie daje nam to satysfakcję i wymierne, codzienne korzyści (także materialne). Trudniej pozostać przy swoich wartościach w momencie, kiedy kojarzy się to z naiwnością i zdaje się wyłącznie przynosić straty.
Kiedy chcemy żyć tylko w pierwszym wymiarze, jesteśmy podobni do najemników, którzy walczą wyłącznie wtedy, kiedy im się to opłaca. Jeśli natomiast potrafimy być wierni także wtedy, kiedy okoliczności zewnętrzne nie są dla nas sprzyjające i opłacalne, wtedy naprawdę pokazujemy, że pewne wartości są dla nas cenne nawet wtedy, kiedy musimy opłacić je cierpieniem. Wtedy istotnie stajemy się świadkami bronionych wartości…”
Reszta w lutowym numerze miesięcznika „Apostolstwo Chorych”.
Zapraszam do lektury 

