Czym jest psychomanipulacja? Jakie są jej przejawy? Jakie osoby są na nią podatne i czy można ją spotkać tylko w sektach, czy może zdarzyć się również w niektórych wspólnotach kościelnych?
To tylko kilka pytań, na które starali się odpowiedzieć liczni prelegenci zaproszeni na konferencję „Psychomanipulacja i sekty”, która odbyła się w krakowskim klasztorze dominikanów w dn. 20-21 listopada br. Organizatorem sesji było wrocławskie Stowarzyszenie Psychoedukacji i Terapii „Evolutio” oraz Dominikańskie Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach.
Dla mnie najważniejszą myślą, jaką wyniosłem z tej konferencji, była intuicja, że podstawą wszelkiej manipulacji jest wzbudzanie lęku i poczucia zagrożenia.
Jeśli w procesie wychowania rodzice chcą nauczyć dziecko posłuszeństwa nie tylko przez zwykłą perswazję opartą na racjonalnych argumentach, ale dodatkowo wzbudzają w nim lęk odwołując się do instancji religijnej, wykraczają poza swoje rodzicielskie kompetencje i w jakiś sposób krzywdzą swoje dziecko.
„Jeśli nie posłuchasz mamusi, Bozia cię skaże!” – w ilu domach dziecko, słyszało taki komunikat? Nie ma to nic wspólnego z wychowaniem religijnym, bo Bóg jest tu użyty instrumentalnie tylko po to, aby wzmocnić władzę rodzicielską i wywierać presję na wychowanka. W jaki sposób dziecko ma później wyzwolić się z obrazu boga karcącego, który tylko patrzy, jak tu ukarać chrześcijanina za jego wykroczenia? Jak w to miejsce wprowadzić obraz miłującego Boga Ewangelii, który kocha każdego człowieka bez względu na to, jak żyje i co robi?
Wprawdzie mistrzowie życia duchowego mówią o wartości bojaźni Bożej w formacji duchowej, ale nie ma to nic wspólnego z wzbudzaniem lęku przed Bogiem, a raczej chodzi tu o świadomość Boskiego majestatu oraz tego, że wszystko, co w życiu robimy, będzie miało w przyszłości swoje konsekwencje. I choć, jak stwierdza św. Ignacy Loyola w swoich Regułach o trzymaniu z Kościołem: „bojaźń służebna, jeśli człowiek nie zdobywa się na nic lepszego i pożyteczniejszego, wielce pomaga do wyrwania się z grzechu śmiertelnego” to jednak „ponad wszystko należy cenić usilną służbę Bogu, Panu naszemu, z czystej miłości” (ĆD, 370). „W miłości nie ma lęku – pisze św. Jan, ewangelista – lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości” (1 J 4, 18). Zdanie to jest doskonałym potwierdzeniem tego, że właściwie pojęta duchowość ma prowadzić do wolnego aktu miłości, a tam gdzie usiłuje się korumpować człowieka poprzez wzbudzanie różnorakich obaw i nadmierną kontrolę, mamy do czynienia z jej wypaczeniem.
Wzbudzanie lęków religijnych sprzyja przejmowaniu kontroli nad człowiekiem. Jeśli będziemy kreślić przed nim obraz świata pełnego niebezpieczeństw i zagrożeń, łatwiej będzie nam kreować siebie jako jedynych wyzwolicieli i obrońców, którym dla poczucia bezpieczeństwa taka osoba winna się całkowicie podporządkować. Jest to jeden z podstawowych mechanizmów psychomanipulacji, z jakich korzysta wiele sekt. Niestety można także natrafić na wspólnoty kościelne, które, jeśli pozbawione są należytego nadzoru, mogą dryfować w te niebezpieczne rejony. Przedstawiciele Dominikańskiego Centrum Informacji o Nowych Ruchach religijnych i Sektach przyznają, że niejednokrotnie trafiają do nich osoby nie tylko poszkodowane przez sekty, ale nieraz także katolicy, którzy podlegali różnorakim nadużyciom duchowym ze strony niektórych duszpasterzy czy też wspólnot kościelnych.
Pokazuje to, że ciągle potrzebujemy dobrego rozeznania i formacji, aby umieć odróżniać zdrową duchowość od nadużyć, które mogą przytrafić się niemal w każdym środowisku.
Cezary Sękalski – dr teologii duchowości i psychoterapeuta. Autor książek z zakresu duchowości i dziennikarz. Więcej: psychoterapia-sekalski.pl

